Goscie, goscie
Gosc numer 1.
W Bombaju w czesci turystycznej znajduje sie "Leopold's Cafe". To jeden z najbardziej znanych w Bombaju pubow. Jako, ze za jakies 3 tygodnie zjada sie
tutaj praktykanci z calych Indii to AIESECwcy postanowili poszukac jakiegos miejsca, zeby zarezerwowac tylko dla nas, moze jakies znizki wynegocjowac. Trafili wlasnie do "Leopold's Cafe" i wlasciciel okazal sie byc bardzo zainteresowany, ale stwierdzil, ze zanim podejmie decyzje, zeby zamknac pub na jeden dzien, zeby byl tylko dla nas to musi nas poznac. Zobaczyc czy rzeczywiscie przyjda ludzie z roznych krajow itd itp. No wiec siedzimy sobie ktoregos dnia wieczorem w domku i dowiadujemy sie, ze za jakas godzinke wpadnie do nas wlasciciel tego pubu :) hmmm, no nie powiem, zeby byl u nas jakis specjalny porzadek i zebysmy byli na taka wizyte w jakikolwiek sposob przygotowani, ale trudno :) Generalnie to chcielismy zrobic dobre wrazenie. Ogarnelismy
mieszkanie, bo przeciez chcial zobaczyc jak zyjemy. Wyskoczylismy z dresow i ubralismy jakies jeansy przynajmniej. No i przyszedl. Wchodzi facet po czterdziestce. Jeden z tych co przezywaja druga mlodosc. Obcisle jeansy, koszulka Harleya Davidsona, was pod nosem, loki jak u Lionela Richego, zlote sygnety na dloniach (!!!). No, pierwsze wrazenie dosc dziwne. Ale co? Okazal sie
byc bombowym facetem! :) Pozagadywal, podopytywal, poopowiadal. Super. I my jemu tez chyba sie dosc sympatyczni wydalismy, bo knajpe na weekend recepcji (wtedy co to wszyscy praktykanci sie zjezdzaja) mamy.
Gosc numer 2.
Maly i bardzo niesympatyczny. Na szczescie byl tylko przez chwile i zniknal. Tego samego dnia, ktorego sie pojawil bylismy ogladac mieszkanie. Bylo nawet calkiem calkiem, ale jak zobaczylam stado (WIELKIE STADO) ogromnych karaluchow to mi sie odechcialo dalej ogladac. Pomyslalam sobie wtedy, jak to dobrze, ze u nas chodza i pryskaja co jakis czas to nie mamy takich przyjaciol w domku. I oczywiscie zdazylo sie to co zawsze zdaza sie w takich sytuacjach. Ledwno pomyslalam, ze nie ma a tu wieczorem na stope wlazl mi taki OGROMNY jeden. Zrzucilam go z siebie i pospiklalam w calym pokoju i kuchni i lazienkach, zeby juz go wiecej nie widziec :) no i wiecej sie nie pokazal. A czemu nagle sie znalazl w mieszkaniu? Bo tego dnia psikali wszedzie a u nas nie bylo akurat nikogo, wiec nikt panu psikajacemu nie otworzyl. Stwierdzilismy, ze to pewnie byl jakis pojedynczy uciekinier z innego mieszkania i tyle. Ufff. Wszystko zniose... nawet jak jakims cudem jaszczurka wlazla na 6 pietro i do naszego
mieszkania to mnie to tak jakos bardzo nie przerazilo... ale karaluchow nie znosze. No.
Gosc numer 3 (a raczej goscie numer 3 i 4)
Grzes i Klaudia. Grzesiek jest kolega z liceum Macka. Razem ze swoja dziewczyna 9 miesiecy temu wybrali sie w podroz dokola swiata (a raczej po czesci swiata). Kupili bilet lotniczy, w ktorym musieli okreslic 7 przesiadek i wylecieli. Swoja podroz koncza w Indiach i akurat sa w Bombaju. Dowiedzielismy sie przez przypadek. Powiedzielismy im, ze bez sensu spac w hotelach (bo to akurat drozsze jest tutaj), wiec niech przyjada do nas.
Ja tak sobie myslalam, ze to my odwazni jestesmy, ze w Indiach mieszkamy i takie tam. A oni... 9 miesiecy w podrozy: Australia, Nowa Zelandia, Tajlandia, Hong Kong, Indonezja itd... wow. Opowiadali rozne, przerozne rzeczy. I to co mnie najbardziej zaskoczylo to to, ze w Indiach narazie odpoczywaja i jest im naprawde lepiej. A to dlatego, ze tu ludzie sa zyczliwi. I moze rzeczywiscie zdazaja sie tacy co sie gapia (ale gapieniem krzywdy nie robia) i tacy co lapia (ale takich to po twarzy mozna zdzielic), ale maja jakies uczucia, zagaduja nie zawsze chcac za to pieniadze, pomagaja bezinteresownie. Oni spotkali sie do tej pory z dwoma rodzajami ludzi: takimi co w ogole nie wyrazaja swoich uczuc, nie mowia "czesc", "przepraszam", "dziekuje", nie usmiechaja sie, nie zloscza... slowem nic... i z takimi co wyrazaja uczucia przez pieniadze tylko i wylacznie. A w Indiach owszem znajda sie i tacy, ale jednak po takiej podrozy odczuwa sie to zupelnie inaczej. Dzieki temu wszystkiemu co opowiadali troszeczke inaczej spojrzalam na tych ludzi tutaj. I mi sie przyjemnie zrobilo.
Klaudia i Grzesiek dzisiaj wyjezdzaja.
Jutro robimy mala imprezke.
W czwartek pojedziemy cos zwiedzic i moze poszukamy mieszkania.
W piatek Maciek leci do Delhi, bo ma tam jakies warsztaty. Nie wiem kiedy dokladnie wraca.
A w weekend albo jakos po pewnie znowu cos napisze :)
c.d.n.
J.ustka

