Churchgate i wesele
Churchgate to takie miejsce w Bombaju, ktore rozni sie od innych. Przede wszystkim jest czysto. Moze nie tak jakos super. Ale czysto. Nie ma co chwile porozrzucanych gdzies smieci. Jakos tak przyjemniej. Moze dlatego, ze Churchgate jest jednym z miejsc, gdzie nie moga jezdzic riksze... a moze jako, ze jest to miejsce bardziej uczeszczane przez turystow to staraja sie je sprzatac czesciej niz na przyklad w naszej dzielnicy. Nie wiem. Tam jest jasniej. Ladniej pachnie... poza momentami kiedy z portu skradnie sie do nas zapach ryb... ale tak poza tym to nie smierdzi :) Palmy, morze, dzieciaki grajace w krykieta, poro knajpek, Brama Indii (przez ktora Anglicy opuscili Indie), uniwersytet, parki itd itp. Slowem - sama przyjemnosc.
Od dzielnicy Bandra na poludnie jezdza tylko taksowki, riksze nie moga tam wjezdzac. Nasz kolega, ktory przyjechal tutaj tak raczej sluzbowo mial spotkanie w tamtej okolicy. Stwierdzil, ze nie chce jechac kolejka. No fakt, generalnie zwykle jest wypchana, wiec w godzinach szytu to nie przyjemnosc, szczegolnie kiedy sie nie wie co gdzie i jak. Wzial taksowke, powiedzielismy, ze powinno wyjsc jakies 200 rupii. Mial ze soba 700. Wsiadl i jedzie, jechal ponad godzine i z kazda minuta przerazal sie coraz bardziej, bo licznik lecial jak szalony... 10 rupii, 20, 30... 100... jak doszlo do 600 to zaczal mowic taksowkarzowi, ze ma tylko 700. Widzial dokola riksze a to oznaczalo, ze nie jest jeszcze w polowie drogi... Taksowkarz powiedzial "ok ok" i jechal dalej. No to Konrad stwierdzil, ze jak tak to tak. On ma 700 i wiecej nie zaplaci. Kiedy dojechal na miejsce mial na liczniku nie pamietam ile dokladnie ale jakies 1400 rupii. No a my na dodatek zapomnielismy mu powiedziec, ze przeciez taksowkarze maja takie same liczniki jak rikszarze, wiec jako, ze to jest troche inny standard jazdy to trzeba to pomozyc przez 1,5 :) Taksowkarze maja taka ksiazeczke z przelicznikiem ile trzeba zaplacic. hmmm, na szczescie nie powiedzielismy mu jeszcze tego, ze te liczniki ostatnie zero maja za przecinkiem (ktory oczywiscie w zaden sposob nie jest zaznaczony), wiec sie to zero obcina. A to znaczylo, ze biedny Konrad niepotrzebnie sie stresowal cala droge, bo tam wyszlo nie 1400 a 140 rupii, czyli po przeliczeniu jakies 200. Tak jak mowilismy :) ech, te Indie...
W Churchgate bylismy wczoraj dwa razy. Najpierw rano, bo Maciek prowadzil sesje o szoku kulturowym dla osob, ktore jada na praktyke zagraniczna. Bylo tam 5 osob, ktora wyjezdzaja juz niedlugo do Polski, wiec po skonczeniu siedzielismy tam i odpowiadalismy na przerozne pytania dotyczace Polski :)
Drugi raz wieczorem. Najpierw na piwku z Amy, Mindo i jeszcze jednym praktykantem. A po piwku... wesele!!! Tak, bylismy na weselu. Byly AIESECowiec sie zenil. Jego mlodsza siostra jest teraz w AIESEC i pomysleli, ze fajnie by bylo zaprosic jakichs praktykantow. No wiec poszlismy. Wesele bylo pod golym niebem na sali otoczonej z trzech stron woda. Najpierw "bramkarz" nie chcial nas wpuscic, ale ojciec panny mlodej zobaczyl nas przed wejsciem i wyszedl po nas. Sala ogromna. Na srodku okragle stoly, na koncu ozdobiona scena z fotelami dla pary mlodej, rodzicow i babc. Po bokach taki szwedzki stol - po jednej stronie dania gorace, po drugiej, desery, napoje i... alkohol, co akurat zbyt czesto sie nie zdaza. Do tego wokol krecilo sie sporo kelnerow oferujacych
przystawki. No i DJ. Gral niestety cicho i krotko przez to, ze to bylo na swiezym powietrzu. Na ceremonii slubnej niestety nas nie bylo, ale za to bylismy juz jak para mloda wchodzila na sale. czy wspomnialam juz na ile osob bylo wesele? Wiecie, ja sobie tak myslalam, ze nasze wesele zaplanowane na jakies 100 osob jest duze. A oni mieli takie srednie jak na ich warunki... jedyne 1000 osob... para mloda wiekszosc wieczoru stala, przyjmowala zyczenia od gosci i robila sobie z nimi zdjecia. My chodzilismy sobie w kolko i dobrze sie bawilismy :)
Fajnie, bardzo fajnie :)
c.d.n.
J.ustka
