weekendy
Dwa tygodnie temu pojechalismy do Alibag.
Tydzien temu to Aurengabadu.
W tym tygodniu czeka nas wyprawa do Goa!!
Weekendy zapelnione i to poza Bombajem, wiec fantastycznie odpoczywamy. Najpierw byla plaza. Pogoda nam coprawda nie dopisywala, ale i tak bylo przyjemnie. Przyjemny (jak na warunki tutaj) pokoj, kilku znajomych, spacery po plazy. Maciek nawet sie skusil na kapiel w morzu. W sezonie jest tutaj podobno duzo przyjemniej, bo sprzataja codziennie plaze... niestety teraz na brzegu przejscie sie w niektorych miejscach to jak bieg z przeszkodami :) Brud to w sumie najgorszy punkt i oprocz tego to wspaniale wypoczelismy.
Dojechac na plaze bylo stosunkowo latwo. Wsiedlismy w autobus (3 godziny pozniej niz planowalismy, bo podali nam zly przystanek...) i jechalismy jakies 5 godzin w sumie. Z powrotem bylo juz troche gorzej. Najpierw z plazy trzeba sie bylo dostac do wiekszego miasta w okolicy i dopiero wtedy do Bombaju. Najpierw zwialy nam trzy autobusy, ale sie nie przejmowalismy, bo jezdzily co jakies 10 minut. Ale jak juz zaczelismy isc pod gore droga to zadnego nie bylo na horyzoncie... riksze byly zapelnione i zadna nie chciala nas wziac. No to szlismy. Nagle zatrzymal sie samochod, taki spory. Siedziala tam rodzinka 6 osobowa + kierowca i stwierdzili, ze nas podwioza. A nas bylo piecioro... hmmm, ciasna przejazdzka, ale bylismy im bardzo wdzieczni :) Z tej miejscowosci musielismy zlapac autobus. Autobus w Indiach wyglada mniej wiecej tak:

Ludzie sie pchaja do wejscia, inni wrzucaja przez okno torby (lub osobnikow, ktorzy mieszcza sie w oknie) i rezerwuja sobie miejsca siedzace. Nam udalo sie w ten sposob przytrzymac trzy miejsca :D poczulam sie jak rasowy hindus :D No i tak kolejne piec godzin Maria i ja siedzialsmy normalnie (farciary z nas jak nie wiem), Maciek na torbie w przejsciu, Ania u Prashanta na kolanach. Dalismy rade.
Ostatni weekend spedzilismy z Aga, Jasiem i Mackiem :) (Jas - brat Macka; Aga - zona Jasia; Maciek - brat Agi). Jak przyjechali do Bombaju przezyli lekki szok kulturowy, ale wystarczylo wywiezc ich poza miasto, zeby obejrzeli sobie piekne widoki, swiatynie, jaskinie (zdjecia zaraz wrzuce na picase) i juz humor im sie poprawil. Teraz polecieli do Delhi, Agry i Jaipuru, zeby pozwiedzac troche i spotykamy sie z nimi w Goa w sobote!!!
Wlasnie wrocilam z Maja z drugiego konca Bombaju. Bylysmy kupic bilety na pociag i osiagnelysmy sukces!!! Tutaj kupienie biletu wcale nie jest takie proste. Po pierwsze pociagi sa zapelnione, maja tu cos takiego jak waiting list (lista oczekujacych), ktora nie mamy pojecia jak dziala, wiemy tylko, ze na przyklad do Goa na ten weekend jest na niej jakies 200 osob... dla turystow jest troche latwiej, bo zawsze kilka miejsc jest zarezerwowanych dla turystow ale - i tu po drugie - trzeba sie czasami troche nabiegac. Turysci nie moga kupic biletow w pierwszej lepszej kasie. Sa tylko dwie kasy przeznaczone dla nich i obie sa w poludniowym Bombaju. Wiec jak sie mieszka gdzies w srodku Bombaju to pol dnia wyjete z zycia. Do tego trzeba miec ze soba paszporty wszystkich osob, ktore jada i wydruk z bankomatu, ze wyplacilismy tutaj pieniadzie, jesli placimy rupiami. Czasami na ilosc paszportow przymykaja oko na szczescie, ale tylko w wypadkach kiedy na Liscie Oczekujacych nie ma duzo ludzi (obawiaja sie, ze Hindusi beda korzystac ze znajomych turystow, zeby wykupic sobie miejsca). No wiec jak na przyklad wczoraj wybralam sie do nich z kopia paszportu to mi nie sprzedali. Dzisiaj pojechalam i akurat pani wyszla na 20 minutowa przerwe lunchowa i nie bylo jej 40 minut. Na szczescie po powrocie miala w miare dobry humor pozniej (a ja mialam wszystko co niezbedne) i dostalam te bilety. Ufff. Jutro jedziemy do Goa. W sobote kolo poludnia juz tam bedziemy.
Wrocimy z cala polska ekipa w srode jakos to pozniej Wam napiszemy jak bylo.
c.d.n.

0 Comments:
Post a Comment
<< Home