Wypad za miasto
Jako, ze pogoda ostatnio nie jest zla i raczej popaduje a nie pada to postanowilismy wyrwac sie za miasto. Okazja byla, bo William z Kolumbii napisal maila, ze wybiera sie z kilkoma osobami do Lonvali (jakies 3 godziny drogi od Bombaju). A w Lonvali podobno pieknie, mnostwo zieleni, cichutko, wodospady... raj na ziemi. No wiec jedziemy. W sumie uzbieralo sie na 23 osoby, William wynajal nam autokar i o 7 rano (standardowego czasu nie hindusko-rozciagliwego) mielismy wyjechac. O 7.15 wszyscy byli na miejscu i tak jak sie tego z Mackiem spodziewalismy autokar przyjechal prawie godzine spozniony. Z Hindusami prawie zawsze tak jest, ze ich czas jest jakby w zupelnie innej rzeczywistosci i przynajmniej pol godziny spoznienia to norma... ech... Ale wyjechalismy w koncu wiec spoko.
W Lonvali bylo przepieknie. Gory wysokosci mniej wiecej jak nasze Swietokrzyskie, wiec takie spacerkowe. Zieloniutko, czysto. I na pewno ciszej niz w miescie. Choc jak wysiedlismy z autokaru to pierwsze co uslyszelismy to jakies krzyki i piski w oddali, ale o tym zaraz :) Przeszlismy sie i dotarlismy do pierszego wodospadu a tam grupka Hindusow w ciuchach siedzi sobie pod spadajaca woda. Smiesznie tak. Mniej wiecej polowa praktykantow poszla w ich slady i pozniej caly mokrzy chodzili :D wariaci :) Pozniej poszlismy w kierunku tajemniczych okrzykow. Okazalo sie, ze jest tam sztucznie zrobiony wodospad. Byla taka tama i po jednej stronie ludzie wskakiwali do jeziora a po drugiej byly zrobione schody, po ktorych splywala woda. A na schodach siedziala jakas setka Hindusow, ktorzy strasznie krzyczeli :D Mieli swietny ubaw. Mnie najbardziej uzekl pan, ktory po srodku tego wszystkiego sprzedawal kukurydze z grilla :D
Wrzuce pozniej kilka zdjec to sami zobaczycie.
W tym miejscu plan wycieczki troche nam sie zmienil. Mielismy zobaczyc trzy miejsca a dotarlismy do dwoch. A dlaczego? Przez naszego kochanego kierowce. Najpierw sie spoznil rano, pozniej jak parkowal to wjechal na jakis samochod i musial pojechac na policje zeznawac, wiec musielismy na niego czekac (przy okazji zjedlismy sobie jakis lunchyk, wiec w miare ok wyszlo). Pozniej zawiozl nas w inne miejsce niz chcielismy, bo nie do konca wiedzial gdzie sa te jaskinie, ktore chcemy zobaczyc :D przez samego kierowce mielismy przynajmniej dwie godziny opoznienia podczas wycieczki. A dochodzi do tego jeszcze to, ze grupa liczyla 23 osoby, wiec zanim wszyscy zebrali sie w jednym miejscu to tez zawsze chwile zajmowalo.
Drugim miejscem, ktore zobaczylismy byla gora, w ktorej bylo kilka jaskin i swiatynia hinduistyczna. Jak wchodzilismy pod gore to mijalo nas wieele osob dosc mocno wstawionych. Okazalo sie pozniej, ze to taka tradycja, ze ludzie pija a pozniej pijani i szczesliwi ida odwiedzic ta swiatynie... ciekawe. Do tego doszlo jeszcze wesele(ta czesc, w ktorej pan mlody przechodzi przez swoje okolice z cala zgraja ludzi, ktorzy graja na bebnach, tancza i spiewaja) , wiec dodatowo bylo glosno i co poniektorych z nas wciagnieto do tanca. Podobno jak ktos obcy, szczegolnie obcokrajowiec, sie dolaczy to przynosi to szczescie mlodej parze.Â
Jako, ze traflilismy tam za pozno to wszystko bylo juz pozamykane, jaskinie tez. Zanim tam weszlam to nie przyszlo mi do glowy, ze jaskinie mozna zamknac... Ale jak sie okazuje mozna. Do tych otwartych raczej nie ma dojscia, chyba ze komus zycie niemile i bedzie sie wspianal. Ale zaplacilismy po 70 rupii od glowy i nam otworzyli. Jedna to byla jaskinia - swiatynia. W srodku wyklute byly posazki i kolumny. Do drugiej (takiej co to miala kilka pokoi i cos na ksztalt okien) nie udalo nam sie wejsc. A trzecia byla malenka i nie robila juz wiekszego wrazenia. Natomiast wrazenie robil widok na pozalewane pola ryzowe. Pieknie, naprawde pieknie :)
Wrocilismy kolo 11.30 (planowo miala byc 9, ale coz, jestesmy w Indiach:D) i jeszcze poszlismy na piwko i kolacje. Caly dzien byl naprawde niesamowity. Milo tak wyjechac poza miasto, bardzo milo :)
Caly wypad kosztowal nas 1500 rupii, czyli 75 zl za dwie osoby. Wliczajac w to kolacje z piwem w Bombaju, ktora oczywiscie byla najdrozsza.
Jak juz pisalam, zdjecia wrzuce pozniej, a teraz koncze.
c.d.n.

0 Comments:
Post a Comment
<< Home