Saturday, May 10, 2008

Przeprowadzka!!!

I to juz jutro :)

W koncu udalo nam sie dopiac prawie wszystko do konca i sie przeprowadzamy. Arjun sie stara, reszta nadal przeszkadza, ale jakos dalismy rade przeforsowac nasz pomysl :) no wiec pakujemy sie :)
Mieszkanie jest mniejsze i troche drozsze, ale... bedziemy mieli swoj pokoj a mieszkanie jest niecaly kilometr od pracy Macka (no i moze mojej juz niedlugo, ale narazie nic nie mowie, zeby nie zapeszyc, wiec nie dopytujcie, na pewno sie dowiecie :)). Troche smutno opuszczac to miejsce, bo jednak tu jest najwieksze skupisko praktykantow, ale jest sporo punktów za takim rozwiazaniem:
- ludzie z jednego z trzech mieszkan tutaj beda musieli sie wyniesc w przyszlym miesiacu, bo wlasciciel podniosl kwote wynajmu, wiec i tak pod koniec miesiaca bedzie zamieszanie
- bedziemy mieli swoj pokoj; juz sie przyzwyczailismy do spania na podwojnym materacu, ktory lezy na pojedynczym lozku i do tego, ze co wieczor siedzi to zgraja ludzi i nie zawsze mozna sie wyspac, ale jednak lepiej miec swoj kont, w ktorym od czasu do czasu mozna sie zamknac
- odleglosc do pracy jest kilka razy mniejsza, zamiast 70 rupii dziennie Maciek bedzie wydawal 10 i do tego bedzie mogl byc w domu w 10 minut :)
- tam jest cicho i w przeciwienstwie do tego budynku nie bedzie slychac piec razy dziennie dziwnych modlow, nikomu nie ublizajac oczywiscie (swoja droga przyznam, ze troche mnie denerwuje nachalnosc muzulmanow z ich religia i wystawianiem glosnikow tak, zeby bylo ich slychac w odleglosci kilometra; szczegolnie uciazliwe to jest kiedy mieszka sie miedzy piecioma meczetami...)
- duzo mniej slumsow; slumsy sa wszedzie a tutaj jest jakies ich spore skupisko. W zasadzie to juz sie do nich przyzwyczailismy, ale niestety ostatnio daja sie nam ze wznaki. Stalismy sie swojego rodzaju atrakcja, lobuzy juz sie przyzwyczaily do widoku białych i zaczynaja troche inaczej sie zachowywac. To juz nie tylko stanie pod oknem i gapienie sie na wszystko co sie robi, to juz nie tylko jakies docinki w ich jezyku, ostatnio znalezli sobie rozrywke i rzucaja w nas kamieniami... no nie dzieje sie to tak caly czas, ale juz i Maciek, i Daniel oberwal (lekko, narazie to sa male kamyczki, ale co bedzie w przyszlosci to nie wiem), kolo mnie ostatnio tez kamyczek przelecial, ile przelecialo niezauwazonych wole nawet nie myslec... zdaje sobie sprawe z tego, ze sposrod tych wszystkich ludzi tylko kilkoro jest niemilych (reszta podchodzi i pyta sie o imie, skad jestesmy, usmiechaja sie, jest to znacznie przyjemniejsze trzeba przyznac), ale po co byc w miejscu gdzie jest wieksze pradopodobienstwo tego, ze spotka Cie cos nieprzyjemnego...
- czy mowilam juz o pokoju? :D
To takie glowne plusy. Minusem jest to, ze jest drozej (choc czesc z tego zwroci sie na mniejszej oplacie za dojazdy do pracy). No i to, ze tutaj zostaje na przyklad Aga.
Ach. No i oczywiscie jak na Indie przystalo nie wiemy kiedy bedziemy mieli tam lozko, szafe, pralke czy lodowke. Podobno szybko. Ale Ci z 603 tutaj czekaja na lodowke od trzech tygodni ponad i wszystko trzymaja w naszej. Hmm, w sumie teraz pomyslalam, ze nie dostali tej lodowki, bo AIESECowcy juz wiedzieli, ze trzeba bedzie ich wszystkich przeniesc. No nic to. Materac dmuchany jakby co mamy. A jak juz sie tam przeniesiemy to bedziemy walczyc o reszte!! :D

A wczoraj bylismy na bardzo sympatycznej kolacji. Marek, ten polak, ktorego Maciek poznal na AIKIDO powiedzial, ze jest tutaj jeszcze taka Kasia, dal nam do niej kontakt i sie w nia umowilismy. Mieszka w Indiach od trzech lat, zaczelo sie od zwyklej podrozy :) teraz mieszka ze swoim chlopakiem. On jest z Bombaju, razem z bratem prowadza maly ale nawet dochodowy interes i jest przesympatyczny :):) Ona jest instruktorka jogi i prowadzi lekcje u siebie w domu i w szpitalu dla kobiet w ciazy. Mieszkaja tuz przy plazy, otwieraja okno i moga nacieszyc sie widokiem, czystym powietrzem i przecudownym szumem. Ach, mieszka z nimi jeszcze Jazz - ich pies. Jak go zobaczylam to sie przerazilam. Jak wszedl do domu to pierwsze co zrobil to chwycil mojego buta a ja balam sie mu go odebrac, bo z rodwailerami lepiej nie zadzierac. Ale wiecie co? To taki rodwailer pierdola! Po prostu boski. Oddal buta bez mrukniecia zadnego. Pomylil go ze swoja koscia, ktora sie zawsze chwali po prostu. Pozniej lezal sobie spokojnie. Czasami podchodzil, zeby polizac swoja pania, czasami sobie chrapnal rozkosznie lezac kolo nas. I ten pierdolowaty wzrok! No boski psiak. No i do tego zna rozumie wiecej po polsku niz po angielsku czy w hindi :) Mily wieczor, bardzo mily nawet.

A na koniec zalaczam Wam dwa zdjecia. Na jednym widac okolice w ktorej bedziemy mieszkac, na drugim - ta, w ktorej mieszkamy :)

c.d.n.

J.ustka









7 Comments:

Blogger Gosiaczek said...

eeej Zuz ale tam ma paczka przyjsc to trzymaj reke na pulsie ;)

May 10, 2008 9:57 AM

 
Blogger J.ustka (Zu) said...

paczka? ojej, rzeczywiscie cos mowilas, zapomnialam. Tutaj jeszcze Aga zostaje, wiec pewnie mi powie jak cos przyjdzie :)

May 11, 2008 12:53 AM

 
Blogger J.ustka (Zu) said...

Wlasnie ja dostalam !!!

Jestescie niesamowite!!!

Dzieeeeeki wielkie :o*

No wymiekam. Bomba prezent :o)

May 11, 2008 2:29 AM

 
Blogger Gosiaczek said...

ja poprosze zdjecia :D

May 11, 2008 7:33 AM

 
Blogger Gosiaczek said...

ja poprosze zdjecia :D

May 11, 2008 7:33 AM

 
Blogger ANETkA said...

A tam zdjęcia... Co Maciek na prezent? Podobał mu się?

May 12, 2008 1:00 AM

 
Blogger ANETkA said...

Zuzuś, nie robicie sobie już zdjęć? Zamieściłabyś coś nowego na picasa web.
A jak przeprowadzka?

May 13, 2008 2:21 AM

 

Post a Comment

<< Home