Po kilkudniowej przerwie nadajemy ponownie :)
A wiec tak. Kilka ostatnich dni bylo calkiem przyjemnych i zabawnych, no wykluczajac male zatrucie...
W srode, jako ze czwartek wolny i mozna sie wyspac, mielismy imprezke. Zamysl byl taki: najlepsze wina i ssery Indii :) oczywiscie wino bylo najtansze jakie znamy, ser kupiony gdzies w supermarkecie tez za niewielkie pieniadze. Kazdy wchodzac na impreze dawal 100 Rupii, wiec stratni na tym nie bylismy. Wino mimo, ze najtansze to calkiem niezle. Bylam pewna, ze za ta cene w Indiach dostaniemy jakiegos lokalnego "Byka" albo inna "Arizone", na szczescie milo sie zaskoczylam. Odkrylismy taki lokal, w ktorym jest wloskie (a raczej hindu-wloskie, ze wzgledu na przyprawy) jedzenie i sporo wina, bo lokal sponsoruje jakas winiarnia. W Indiach nie mozna reklamowac alkoholu, wiec mysle, ze calkiem niezly sposob wynalezli, zeby sie wypromowac. Lokal nazywa sie Ivy i jak bierze sie winko na miejscu to cena za butelke waha sie od 150 do 2000 Rupii + podatek oczywiscie. Jak kupuje sie do domku to najtansze winko kosztuje 130 (juz z podatkiem) = uciecha dla studentow :) A ser... hmmm ser byl cudowny, prawdopodobnie jeden z gorszych jakie mozna dostac w Polsce, ale porownujac do tych tutaj byl przecudowny. Nie wiem jak to mozliwe, bo pija tu duzo mleka, maja przerozne przetwory mleczne a nie mozna dostac normalnego dobrego zoltego sera. W zyciu bym nie pomyslala, ze bedzie mi go kiedys brakowalo. A wracajac do wieczoru. Przyszlo jakies 20-25 osob i to w miare o czasie :) Bardzo sympatycznie :) no i do tego jeszcze tort z napisem "Happy Birthday Justina" w ktoryms momencie wwedrowal do pokoju, wiec bardzo sie ucieszylam. To nie miala byc impreza urodzinowa, ale w taka sie przerodzila. Oczywiscie wiedzialam co sie swieci, bo tym razem nikt nie byl za specjalnie sybtelny :) heh, nie tak jak wtedy kiedy pod moim balkonem zobaczylam grono znajomych wokol ogromnego plakatu, albo jak innym razem z 25 osob schowalo sie w bardzo malej lazience (nie wiem jakim cudem), albo jak Maciek zawiazal mi oczy i wywiozl mnie... do mojego mieszkania :D no wiec tym razem nie bylo niespodzianki ale i tak znowu bylo niepowtarzalnie :) Nom, wieczor skonczyl sie kolo 4 czy 5 nad ranem. W miedzyczasie poszlismy do klubu, w ktorym muzyka byla niezla, ale niestety DJ caly czas cos gadal. Bez przerwy. I do tego na scianie byl wlaczony ogromny telewizor. Wiec wygladalo to tak, ze panowie ogladali mecz udajac, ze tancza a panie probowaly tanczyc w przerwach gadania DJa. Smiesznie.
Jako, ze sroda skonczyla sie dosc pozno, to czwartek zaczal sie jakos pozniejszym popoludniem. No wiec niestety nici z planow pojechania na Elefante (wyspe niedaleko Bombaju). W wieczorkiem usiedlismy sobie i przy malym drinku gralismy w Jenge (a wlasnie! Dostalam Jenge na urodziny). Jenga to gra towarzyska, uklada sie z klockow wieze a pozniej wyjmuje sie pojedynczo klocki z dolu i uklada na gorze. Ten, przy ktorym wieza sie rozpadnie - przegrywa. No gra bombowa!! :)
Na nastepny dzien Maciek lecial do Delhi. Przygotowywal ze swoim szefem jakies warsztaty i polecial, zeby z nim je poprowadzic. Mowi, ze bylo baaaaardzo fajnie i ze bardzo mu sie podobolo. Praca przypominajaca bardzo prace AIESECowa. Lecial z samego rana i wracal tego samego dnia wieczorem. Samolot na trasie Mumbai-Delhi, ktory powinien leciec dwie godziny oczywiscie lecial prawie trzy. Ech. Indian Time.
Weekend milaj jakos szybko. W sobote przed poludniem mialam casting, wiec znowu nie pojechalismy ne Elefante. Casting mial byc do reklamy banku, ale okazalo sie, ze jest do filmiku firmy jubilerskiej. Nie do reklamy, ktora bedzie gdzies pokazywana, tylko do filmiku, ktory jest pokazywany klineton. Trzeba bylo zalozyc na siebie duuuuuzo roznej bizuterii i ja poczuc :D glaskac, przygladac sie, wyobrazic sobie, ze sie przeglada w lustrze i takie tam. Tuz po mnie przyszla jakas modelka, wiec szans nie mam, ale kolejne doswiadczenie mam za soba :)
No i jeszcze ogladamy mieszkania. Szukanie mieszkania w Bombaju jest duzo trudniejsze niz w Warszawie. Po pierwsze nie ma czegos takiego jak wynajem bezposredni, tylko przez brokera. Po drugie zawsze mowia co innego niz jest w rzeczywistosci. Po trzecie trzeba zaplacic depozyt w wysokosci minimum 50000 rupii (zwykle jest to 100-2oo tys). Po czwarte brokerowi trzeba zaplacic tyle ile sie bedzie placilo pozniej za miesiac. Po piate wiekszosc mieszkan nie ma mebli, no, to akurat jest mniejszy problem, bo AIESEC ma nam jakies dac. No a poza tym to jedno mieszkanie jest ladne, ale za male i za drogie. Drugie mieszkanie jest duuuze, takie, ze 7 osob sie zmiesci, ale jest obdrapane, nie ma normalnej podlogi i ma jedna lazienke (a w momencie kiedy tu sa takie upaly i kazdy bierze prysznic przynajmniej dwa razy dziennie to moze byc uciazliwe). I tak dalej i tak dalej. W kazdym mieszkaniu jest cos nie tak. Nie to, zebysmy mieli jakies specjalne wymagania, ale fajnie by bylo mieszkac chociaz w miare wygodnie :)
A dzisiaj urzadzilismy wspolne gotowanie. Puree ziemniaczane, warzywa rozne przerozne duszone a na deser nalesniki z serem (paneerem, ale calkiem niezle wyszly).
Gdyby nie to, ze wczoraj sie czyms podtrulam to bylby chyba jeden z przyjemniejszych weekendow, jakie tu spedzilam. Na Elefante nie udalo sie pojechac, ale moze w przyszlym tygodniu sie uda :)
A Maciek kupil sobie slownik Hindi i sie teraz uczy liter i roznych zwrotow :) Wszyscy go tu podziwiaja za umiejetnosc szybkiego uczenia sie. Ja tez jestem pod ogromnym wrazeniem.
A Asha i Mary Ellen staraja sie cos mowic po polsku, bo stwierdzily, ze to przecudowny jezyk. Mamy znalezc nawet Ashy meza w Polsce, zeby mogla do niego mowic "Miszu" :D albo "kfiatuszku". No, nad wymowa musza jeszcze troche popracowac. Narazie najlepiej wychodzi im to co mowia najczesciej po polsku, czyli "na zdrowie" :)
Tym milym akcentem zakoncze dzisiejszy wywod.
c.d.n.
J.ustka

6 Comments:
a dostalas smska od swojej Usi??
May 6, 2008 5:52 AM
Nie dostalam niestety :( a, chcialam tez przy okazji powiedziec, ze moj telefon zaginal w niewyjasnionych okolicznosciach. Polska karte mam, wiec polski numer sie nie zmieni :)
May 6, 2008 10:18 PM
To ode mnie też sms nie dotarł? Kiepsko, bo miałam nadzieję, że to będzie pierwszy jaki dostaniesz, bo wysłałam go o 00:01:)
To w takim razie nie zostaje mi nic innego jak napisać jego treść tu:
Abyś cycki zawsze miała cudne, aby życie Twe nie było nudne, abyś watę wciąż przy sobie miała i że Cię kocham zawsze pamiętała.
May 7, 2008 12:37 AM
Twojego dostałam, bo wyslalaś na numer hinduski :) a telefonu nie mam od wczoraj, wiec spoko :) na polski numer doszedl jeden sms.
No i generalnie za wszystkie zyczenia smsowe, mailowe, naszo-klasowe itd itp baaaardzo dziekuje :)
May 7, 2008 12:45 AM
wszystkiego najlepszego Zu!!!
May 9, 2008 6:51 AM
jak to?? Tworzyłam go przez 1,5 :(
May 14, 2008 4:00 AM
Post a Comment
<< Home