Dzialo sie...
A wiec tak.
Po pierwsze: praktyki nadal nie ma, ale hmmm, to i tak nie bylo to czego tak naprawde szukalam. Na pewno sie cos znajdzie niedlugo :) a jak sie znajdzie to na pewno dam znac.
Po drugie: Maciek w piatek wzial sobie dzien wolny. Ale nie taki dzien wolny od pracy calkiem, tylko dzien wolny od pojscia do biura. Pracowal w domu i twierdzi, ze duzo lepiej mu sie tu pracowalo. W Indiach w biurach maja fiola na punkcie rozkrecania klimatyzacji, wszyscy zgodnie twierdza, ze jest za zimno. Sporo osob chodzi caly czas przeziebionych. A Maciek jest osoba raczej cieplolubna. Zupelnie odwrotnie niz ja :D
Amy i Mindo wyjechali w piatek do Kerali pozwiedziac (zostalo im poltora miesiaca praktyki, z czego przez miesiac bede w podrozy... cwaniaki). Poznali tutaj babke, ktora zalatwiala Mindo przesluchania do Bollywood i zanim wyjechali to dal jej kontakt do nas. No wiec w piatek pojechalismy zrobic sobie zdjecia. Ha! Nasza pierwsza sesja zdjeciowa :) zobaczymy czy cos z tego wyjdzie :) moze niedlugo zobaczycie nas w jakiejs reklamie, teledysku albo filmie Bollywood!
Po pierwsze: praktyki nadal nie ma, ale hmmm, to i tak nie bylo to czego tak naprawde szukalam. Na pewno sie cos znajdzie niedlugo :) a jak sie znajdzie to na pewno dam znac.
Po drugie: Maciek w piatek wzial sobie dzien wolny. Ale nie taki dzien wolny od pracy calkiem, tylko dzien wolny od pojscia do biura. Pracowal w domu i twierdzi, ze duzo lepiej mu sie tu pracowalo. W Indiach w biurach maja fiola na punkcie rozkrecania klimatyzacji, wszyscy zgodnie twierdza, ze jest za zimno. Sporo osob chodzi caly czas przeziebionych. A Maciek jest osoba raczej cieplolubna. Zupelnie odwrotnie niz ja :D
Amy i Mindo wyjechali w piatek do Kerali pozwiedziac (zostalo im poltora miesiaca praktyki, z czego przez miesiac bede w podrozy... cwaniaki). Poznali tutaj babke, ktora zalatwiala Mindo przesluchania do Bollywood i zanim wyjechali to dal jej kontakt do nas. No wiec w piatek pojechalismy zrobic sobie zdjecia. Ha! Nasza pierwsza sesja zdjeciowa :) zobaczymy czy cos z tego wyjdzie :) moze niedlugo zobaczycie nas w jakiejs reklamie, teledysku albo filmie Bollywood!
A! No i Mary Ellen zrobila nam tatuaze z Henny :) pracuje w organizacji pozarzadowej
z dzieciakami. Tego dnia byly zabawy z Henna. Melon (tak mowimy na Marry Ellen) ma cala reke w dzieciecych rysunkach. Maciek ma roze i moje imie na ramieniu a ja jakis szlaczek na krzyzu :)
Po drugie: Maciek zaczal znowu chodzic na AIKIDO. I co? Przez caly ostatni trening cwiczyl z jednym kolesiem, gadali sobie i w ogole. Na koniec zapytal Macka jak ma na imie i skad jest. I co sie okazalo? Ze to polak! Jest tutaj z zona, ktora rozkreca w Indiach Pioniera. Fajnie :)
Po trzecie: chyba w koncu sie uda nam przeprowadzic. Mieszkan znalezlismy kilka ale to nie od nas wybor zalezy, bo to nie my bedziemy placic depozyt. Problem byl taki, zeby zmusic Arjuna (aiesecowca), zeby poszedl ogladac mieszkania i targowac sie o cene. Teraz prace nad tym pojda troche szybciej, bo umowa wynajmu mieszkania na 15 pietrze w Sagar City konczy sie juz w tym miesiacu... wiec i tak musi byc nowe mieszkanie! Za kilka dni powinnismy sie wyprowadzic i miec wlasny pokoj.
Po czwarte: poszlysmy z Aga napelnic butle gazowa :) i mamy na czym gotowac w koncu! Jakos nikomu nie chcialo sie za to zabrac i jedzenie caly czas zamawialismy. A tak to wczoraj moglismy sobie zjesc razem jajecznice na sniadanie. Jak dobrze bylo poczuc cos co przypominalo troche dom. Taka prosta, mala rzecz a cieszy.
Po piate: jakby opisac wczorajszy wieczor schematem to wygladal tak: zamieszanie-podekscytowanie-niespodzianka-znuzenie-wkurzenie-jeszcze wieksze wkurzenie-fantastyczna zabawa-zmeczenie... :) A to wszystko dzieki koncertowi! Wyclef Jean na zywo w Hard Rock Cafe Mumbai! Ale od poczatku. Umowilismy sie wszyscy na stacji kolejowej. Maciek mial sie do nas dosiasc na jednej ze stacji i mielismy pojechac razem. Zanim przejde dalej male slowo wyjasnienia: w Bombaju sa dwa rodzaje kolejek. Szybkie i wolne. Szybkie zatrzymuja sie na wybranych stacjach przez reszte przejezdzajac. Wolne zatrzymuja sie na wszystkich. Mozna to porownac do naszych krajowych polaczen pospiechem i ekspresem. Zeby dojechac na kocert powinnnismy byli wsiasc do wolnej, ale oczywiscie wsiedlismy do szybkiej :D Maciek czekal na peronie wolnej, wiec sie do nas nie dosiadl... itp itd. Juz nie bede tlumaczyc wszystkiego, bo w ciagu 15 minut kilkanascie razy zmieniane byly plany jak tam dotrzec. Skonczylo sie na tym, ze Mary Ellen i ja dolaczylysmy do Macka w innym pociagu a cala reszta pojechala taksowka. Suma sumarum my bylismy jakies pol godziny przed nimi :) nie moglismy sie doczekac koncertu. Czekamy w kolejce i okazalo sie, ze koncert nie kosztuje 500 rupii tylko 750! Nadal to duzo mniej niz w Polsce ale jednak czlowiek sie wscieka, ze jest oszukiwany. Weszlismy do srodka na godzine przed koncertem - o 20.30. O 22 zaczelismy sie denerwowac. Puszczali muzyke, starali sie robic cos, zeby ludzie sie nie wsciekali, wiec nawet kelnerzy zaczeli tanczyc do piosenki "YMCA". Ale i tak nie podobalo mi sie to wcale a wcale. Tlum ludzi, wszyscy sie przeciskaja. Przed nami skakalo rozbawione towarzystwo. Juz mialam ochote wyjsc i dluzej nie czekac. No i w koncu o 22.50 koncert sie zaczal. Nie spodobalo mi sie to, ze nie bylo slowa przeprosin ani nic. No ale sie zaczelo. I bylo... NIESAMOWICIE. Warto bylo zaplacic wiecej. Warto bylo sie powsciekac. Warto bylo posciskac sie w tlumie. Ach. No i dla tych ktorzy nie kojarza Wyclefa to ostatnio byl znany z piosenki z Shakira "Hips don't lie" (tak, to ta piosenka co on na poczatku spiewa "Shakira Shakira" co brzmi troche jak "siekiera siekiera") i "milion voices" z filmu "Hotel Ruanda" (jesli ktos nadal nie obejrzal - szczerze polecam).
Facet mial niesamowity kontakt z publicznoscia. Kilka razy schodzil ze sceny (w tym tez na barkach swojego wieeeelkiego ochroniarza), dwa razy wzial ze 20 osob na scene, zeby mu towarzyszyli, raz dwojke dzieciakow, ktore tam byly, zeby zaspiewaly razem z nim. Raz podszedl do dziewczyny i zaczal sie jej wypytywac jak powiedziec cos w Hindi. Caly czas szalal i skakal i w ogole. A moj ulubiony numer z tego koncertu to wtedy kiedy wypatrzyl kogos palacego na widowni i powiedzial "o nie! ktos tu pali! i to na moim show! zapraszam pana do mnie. zaraz pana oducze palic!". Na scene wszedl lekko grubszy pan a Wyclef kazal mu powtarzac wszystkie ruchy. I stalo sie to czego mozna bylo sie spodziewac: pan zmeczyl sie mniej wiecej po pol minuty :) mysle, ze przynajmniej do konca koncertu nie zapalil :) Koncert skonczyl sie po pierwszej. Bylismy wykonczeni, cali mokrzy i szczesliwi. A teraz siedzimy sobie, jemy lody a Arnold gra na gitarze, bo chodzi tu na lekcje grania.
c.d.n.
J.ustka

2 Comments:
Super, ale co z tymi zdjęciami w Bollywood? Będą jakieś propozycje?
April 21, 2008 6:39 AM
Narazie zrobili nam tylko zdjęcia. To czy będą jakieś porpozycję to się okaże :D
April 21, 2008 11:25 PM
Post a Comment
<< Home