Absurdalny weekend
W piatek postanowilismy, ze pojedziemy na sobote i niedziele na konferencje komitetu AIESEC w Bombaju. Konferencja odbywala sie 3 godziny pociagiem od Bombaju. Umowieni bylismy z Arjunem na jednej ze stacji kolejowych o 14. Wyszlismy z domu troche za pozno, ale zlapalismy rikszarza co to zrozumial, ze nam sie spieszy i calkiem szybko nam dowiozl. Pod koniec tylko wyszlismy i doszlismy, bo przed sama stacja strasznie sie zakorkowalo - norma. Dotarlismy na stacje jakies 15 minut przed odjazdem pociagu, znalezlismy Amy i Mindo, ktorzy powiedzieli, ze AIESECowcy kupuja nam bilety i ze zaraz wsiadamy. Przy okazji AIESECowcy nas zobaczyli, wiec sie do nas przylaczyli. Pociag byl juz prawie calkiem zapchany (rowniez norma), na miejsca siedzace szans nie bylo, ale zaczelismy juz wsiadac, zeby zajac jakies bardziej wygodne miejsca stojace ;) a tu nagle AIESECowcy mowia, zebysmy wysiedli i w ogole. Jakas taka wrzawa. Ja to pomyslalam, ze to zly pociag... no wiec wysiedlismy. A okazalo sie, ze oni wymyslili, ze pociag jest za bardzo zapchany, wiec pojedziemy na inny, ktory odjezdza z innej stacji. Gdybysmy wiedzieli, ze tak bedzie to sami bysmy kupili sobie bilety i sami pojechali... A tak to zanim dojechalismy na druga stacje minelo 1,5 godziny i caly czas albo chodzilismy albo stalismy w strasznym tloku. A jak wsiedlismy w pociag, ktory jechal na miejsce konferencji to okazalo sie, ze tam tez nie ma miejsce. Skutek byl taki, ze dojechalismy prawie dwie godziny pozniej niz to bylo zaplanowane a roznicy miedzy pociagami praktycznie nie bylo... ech. Trudno. Nastepnym razem zapytamy sie tylko gdzie mamy dojechac i sami sobie poradzimy. Nie wiem jak to jest, ale na codzien AIESECowcy tutaj nie za bardzo sie nami interesuja a tu nagle chcieli nas wziac pod swoja opieke i w ogole... I z tego co zauwazylam to praktykanci radza sobie duzo lepiej niz oni w sprawach takich jak na przyklad jezdzenie kolejka. Moze sie to wydawac smieszne, ale tak jest. A jezdzenie kolejka w Bombaju to nie taka prosta sprawa - uwierzcie mi. Ten kto potrafi bez problemow poruszac sie po Bombaju poradzi sobie wszedzie :)
No ale wrocmy to naszego weekendu. Dojechalismy jak bylo juz ciemno. Maly hotelik, zaraz obok plaza i morze. Niezle... chwile posiedzielismy z nimi, pobawilismy sie a pozniej wzielismy materace i poszlismy spac na plaze. Plaza szeroka, w oddali widac jakies skaly wystajace nad wode, spadajace gwiazdy. Cudo - normalnie StarView Hotel. Mindo z Mackiem zaczeli zartowac sobie z Zhou Zhou (nie jestem pewna czy tak sie pisze ale czyta sie Dzo dzo) z Chin. Siedzac na plazy ktorys sie go spytal czy u niego w Chinach, tak samo jak w Indiach widac tylko jeden ksiezyc. Bo w Europie widac oba nasze ksiezyce. W tym momencie dolaczyl sie Bez z Maroko i powiedzial, ze u niego tez widac ten drugi, czyli Lunar, ktory jest troche wiekszy niz ten ksiezyc i taki czerwonawy. Wymyslili jeszcze kilka bzdur. Biedy Zhou Zhou byl troche skolowany. Nie uwierzyl oczywiscie, ale chyba na wszelki wypadek po powrocie do domu sprawdzal w internecie jeszcze czy dobrze, ze
nie uwierzyl :)
No wiec tak wieczor z pieknym widokiem i absurdalnymi zartami byl calkiem przyjemny. Budzimy sie rano... i kazdy, ale to kazdy po kolei kto sie budzi pytal "kto zabral morze??". Rzeczywistosc rano okazala sie troche gorsza niz wieczorem... plaza byla strasznie zasmiecona, morze po odplywie bylo jakies pol kilometra przed nami, w miejscu gdzie bylo dzien wczesniej morze bylo bagno, na ktorym przechadzacy Hindusi wydalali z siebie conieco a piekne skaly okazaly sie drzewami rosnacymi na tych bagnach. Spakowalismy sie i poszlismy sobie. Juz nie bede opowiadac o perypetiach z pociagiem powrotym. Powiem tylko, ze z osrodka wyszlismy kolo 12 a w domu bylismy o 20...
Taki byl nasz weekend. Gdyby nie te spadajace gwiazdy i kilka glupich zartow to nie zaliczylabym go do udanych :)
A jesli chodzi o moja praktyke to wczoraj napisalam artykul, dzisiaj go z Mackiem troche poprawilismy i go wyslalam. Teraz pozostaje tylko czekac na odpowiedz. A jak nie to, to cos innego sie wymysli :)

1 Comments:
Kochana Zu. Czytając twoje opowieści, to aż się uśmiecham do siebie, bo dla każdego zwykłego człowieka byłoby to wręcz wyrwane z komedii świata, ale nie dla Was. Mam wrażenie, że z Maćkiem przyciągacie takie ciekawe, zwariowane i niesamowite historie, bo Wy odbierzecie je pozytywnie i o to właśnie w tym chodzi. Aby cieszyć się z nietypowych rzeczy, z niesamowitych a zarazem dziwacznych.
Kocham Was i tak dziwnie tu bez Twojego zawsze dobrego nastroju, ogromnej energii, rozmyślań Maćka, absurdalnego czasami poczucia humoru, rozmów o kupie i pindolach... Brakuje tu ludzi takich jak Wy!
April 16, 2008 3:11 AM
Post a Comment
<< Home