a takie tam
Zycie sobie plynie powoli. Jeszcze sie nie przestawilam z czasem i rano chce mi sie spac a wieczorem nie za bardzo. Tutaj jest 4 i pol godziny pozniej niz u Was. Niby nieduzo ale czlowiek jednak ma swoj rytm dnia, do ktorego jest przyzwyczajony.
Do goraca tez jeszcze sie nie przyzyczailam. W tym momencie sa jakies 33 stopnie. I jeszcze nawet nie byloby to takie straszne gdyby na ulicy bylo mniej ludzi i czlowiek by sie tak nie meczyl przechodzac z jednego miejsca w drugie. Dzisiaj Agnieszka (ta polka z naszego mieszkania) wsiadala do kolejki i ktos zlapal ja za piers. Odwinela sie i dala mu po twarzy. Mnie w tlumie zlapal ktos za tylek. Niestety nie wiem kto - bylo ich za duzo. Chlopak Agnieszki powiedzial, ze moglam zdzielic wszystkich w poblizu to by mieli nauczke jeszcze zanim by cos zrobili :) Generalnie jestesmy zjawiskiem i to takim zjawiskiem, ze mysla, ze moga wszystko: dotknac, wyzebrac kase, cmoknac z daleka na nas mowiac "hey pretty lady" itd itp. Dobrze, ze bylam tu wczesniej to przynajmniej sie nastawilam na to, ze beda sie caly czas
patrzec i nawet nie przeszkadza mi to za bardzo :)
Maciek to w ogole sie juz oswoil. Poznal jakies 40 slow w Hindi i juz swobodnie gada z rikszarzami. Wie juz jak dojechac w najwazniejsze miejsca, wiec nikt go tu nie oszuka. W Bombaju z rikszami jest troche inaczej niz wszedzie indziej. W innych miastach trzeba sie targowac zamin sie wsiadzie do rikszy i od turystow bierze sie jakos dwa razy wiecej niz od miejscowych - a to i tak juz po wytargowaniu. Tu sa liczniki, jesli ktos chce sie targowac to mozna zagrozic, ze wezwie sie policjie - za targowanie rikszasz moze stracic prawo wykonywania zawodu i dostac jakas grzywne. Ale za to jak sie nie zna okolic to przeciez po wlaczeniu licznika moze zrobic 5 kolek i czlowiek nawet sie nie zorientuje i zamiast 20 rupii zaplaci 80...
Do tego fascynuje mnie tutaj przechodzenie przez ulice. Maja nawet pasy - dzisiaj jedne wypatrzylam!!! Ale co z tego? Nikt na nie nie zwraca uwagi.
Ludzie przechodza masowo gdziekolwiek i sie niczym nie przejmuja, bo przeciez to ten co jedzie ma uwazac a nie ten co przechodzi. Za kazdym razem jak przechodze gdzies to wypatruje jakiegos hindusa, zeby wejsc na ulice razem z nim i modle sie, zeby Ci co jada patrzyli na droge i zdolali nas ominac.
Generalnie wiele rzeczy jest tutaj fascynujacych. Na przyklad lazienka. Oprocz tego, ze w jednej z lazienek toaleta to dziura w ziemi to niezly jest tez prysznic. Prysznic to ta taka sluchawka wystajaca ze sciany. Nie ma brodzika, nie ma zaslonki, nic. Wchodzi sie do lazienki, po prawej umywalka, na wprost toaleta a miedzy nimi prysznic. Wiec jak sie kapiesz to wszystko wokolo jest mokre.
Albo jeszcze to. Siedze sobie wczoraj wieczorem w domku a tu wchodzi jakas pani, idzie do kuchni i zaczyna zmywac a pozniej myc podlogi... hmmm... patrze na Macka pytajacym wzrokiem a on mi tlumaczy, ze to Rosario (nie wiemy jak ma naprawde na imie, wiec nasz kolega Piotr Z :D nadal jej imie). Rosario przychodzi pare razy w tygodniu zmywa i myje podloge tam gdzie nic nie lezy. Czyli jak stoja czyjes buty to umyje dokola nich a ich juz nie podniesie :) Ale fakt faktem nawet sie zastanawialam jak to mozliwe, ze podloga jest czysta przy tylu osobach krecacych sie wkolo. Rosario dostaje 1000 rupii miesiecznie.
Jest jeszcze taki fajny pan z windy. Jak sie wchodzi to on naciska guziki. Pierwszego dnia zachowalam sie jak typowa blondynka bo zdziwilo mnie to, ze ten pan pamieta na ktorym pietrze mieszka Maciek. Ech. Dopiero po chwili uswiadomilam sobie, ze nietrudno zapamietac gdzie mieszka jeden w niewielu bialych w tym budynku :D no ale swoja droga jest tu 15 pieter wiec i tak musi miec niezla pamiec :)
Byłam dzisiaj na jednej rozmowie, jutro ide na kolejna. Na godzine przed rozmowa dowiedzialam sie, ze wcale nie maja niczego w HR... jak tam poszlam okazalo sie, ze nie przeslali tez tam mojego CV... facet zadal dwa pytania i tyle. Powiedzial, ze nie ma nic, ale moze bedzie cos w szkoleniach. Generalnie to byla najdziwniejsza 10minutowa rozmowa kwalifikacyjna na ktorej bylam... Zobaczymy co bedzie jutro. A jak nie jutro to jeszcze kiedy indziej.
Bylismy tez z Mackiem w supermarkecie po male zakupy. W supermarketach nie ma chleba ani piwa. I jak my mamy zyc? :D a centrum handlowe zrobilo na mnie spore wrazenie, wcale nie odstaje od takich jakie my mamy, powiedzialabym, ze nawet wrecz przeciwnie. I co jeszcze? Ach, na wejsciu jakis chlopak wreczyl mi ulotke. Jak w domu!!! Normalnie poczulam sie jak w domu.
c.d.n.
J.ustka

3 Comments:
Czesc slonce. Na pierwszy rzut oka to mnie zatkalo ..... niby link zu a tu Starzyk. Ale niespodzianka mila. Drugi szok .... jeszcze tydzien temu pisalas z Polski nie wiedzac kiedy wyjedziesz a tu surprise - juz w Indiach.
Trzymajcie sie tam cieplo. Napewno bede tu czesto zagladac wiec piszcie duzo !!!!!!
buziaki
March 26, 2008 10:22 AM
Zu, fajnie, że CI jest tam fajnie i ż jesteś już z Mackiem, ale jakoś tak dziwnie tu bez Ciebie! Tęsknimy i kochamy!
March 26, 2008 2:17 PM
jejku jejku czytam czytam i tak sie staram sobie to wszystko wyobrazić narysować taki obrazek jak tam z jakimś Hindusem przez ulice przechodzisz ale to mi sie jakies takie nierealne wydaje taaaaak daleko:D sie tylko do tych ulic nie przyzwyczajaj bo pamietaj ze masz do nas wrócić:D trzymaj sie cieplutko (hmmm w sumie cieplutko to masz;)) Buziole
March 30, 2008 4:44 AM
Post a Comment
<< Home