pobyt w Polsce i znowu Indie
Przylecielismy jakos w poludnie. Mojej mamy mialo nie byc, ale zrobila mi mila niespodzianke i przyjechala na kilka godzin do Warszawy tylko po to, zeby sie ze mna przywitac. Ucieszylam sie ogromnie :) byla razem z mama Macka oczywiscie :) no i do tego takie trzy wariatki sie pojawily i przywitaly mnie "chlebem i sola na tej polskiej ziemi", przy czym trzymaly w rekach kajzerke i solnicze, ach no i jeszcze transparent "Welcome our Indian friends". No, przywitanie w sumie przemile i przewspaniale!! Dziekuje bardzo w imieniu wlasnym i Macka :)
Te kilka dni minelo nam jak z bicza strzelil. Co chwile gdzies jezdzilismy, spotykalismy sie, zalatwialismy. I jak to zwykle bywa nie wszystko udalo nam sie zalatwic ale na szczescie mamy tak wspanialych rodzicow, ze nam we wszystkim pomagaja. Caly tydzien byl troche meczocy. Owszem, milo bylo sie ze wszystkimi spotkac, ale zalujemy, ze tak w biegu. Ze nie udalo nam sie wszedzie na dluzej usiasc, poopawiadac wrazenia i wypytac co u naszej rodzinki  i przyjaciol. Mackowi udalo sie obronic na piateczke i jestem z niego strasznie dumna. Ogolnie bylo super. Moze i w biegu, ale cudownie bylo przyjechac na chwile do Polski.
Dziekuje wszystkim przy okazj za milo spedzony czas.
A tutaj bez wiekszych zmian. Znowu ludzie powyjezdzali i znowu nowi przyjechali. Teraz na przyklad chwilowo mieszka z nami Maria z Polski. Jak przyleciala zapomnieli jej odebrac z lotniska i do tego okazalo sie, ze nie ma gdzie mieszkac za bardzo. Na szczescie sprawa jest juz rozwiazana i mieszkanie juz sie znalazlo dla niej i kilku nowych osob, ktore przylatuja w ten weekend.
Na Macka w pracy czekali oczywiscie z ustesknieniem :) no i teraz zawalony jest robota. Maria, jako że pracuje z domu to siedzi tutaj ze mna. Przyszedl wczoraj pracownik naszego sasiada, ktory pracowal w naszym mieszkaniu w czasie remontu. Zadzwonil a jak otworzylam to wszedl praktycznie bez slowa pokazujac cos na kuchnie... pozniej wyszedl przez okno, cos zmierzyl, wrocil do mieszkania przez to samo okno i wyszedl. Pol godziny pozniej znowu przyszedl. Tym razem z czyms co przypominalo zmatowiona szybe, ale bylo elastyczne. I tak kilka razy. Pozniej cos cial, przyczepial, zaczepial, wiercil i tak dalej. A za ostatnim razem przyszedl z innym hindusem, ktory sie nawet nie przywital, spojrzal na to co tamten zrobil i wyszli... Za oknem w kuchni powstala taka dziwna scianka. Jak Maciek wrocil to sie wyjasnilo o co chodzilo. Rozmawial z wlascicielem naszego mieszkania i ten powiedzial, ze nasi sasiedzi sie wstydzili do nas przyjsc i nam powiedziec (szczegolnie, ze maja problemy z angielskim) ale bardzo przeszkadza im to, ze ktos u nas pali. Jako, ze nasze okna sa do ich okien prostopadle tak, ze mozemy do siebie zagladac to jak ktos pali to to leci do nich. Pewnie Vitrus (wlasciciel mieszkania) poprosil, zeby postawic taka scianke miedzy naszymi oknami, ale jak zwykle nikt nas nie uprzedzil, ze cokolwiek bedzie sie dzialo... tak to juz bywa :) No nie powiem, zeby mi przeszkadzala ta scianka, bo czuje sie swobodniej wiedzac, ze nie bedziemy na siebie ciagle wpadac wzrokiem z sasiadami ale z tym wyczuleniem na papierosy chyba przesadzaja. Pala Ching i Maria. My z Mackiem nie palimy i praktycznie nie odczuwamy tego, ze ktos w domu pali, bo zwykle odbywa sie to przy oknie (po przeciwnej stronie niz mamy sasiadow) a im to przeszkadza... no, moze po prostu sie przyzwyczailismy i juz tego tak nie zauwazamy. Suma sumarm wczoraj wpadl do nas Hindus, zrobil scianke i sobie poszedl. Przy okazji szafke w kuchni naprawil :D
Takie to zycie w Indiach pelne niespodzianek.
c.d.n.
